Wylewam natrętne myśli...
wtorek, 18 stycznia 2011
Czy kobiety są naiwne?

Dlaczego kobiety są takie naiwne? Wiele razy słyszałem historie jak to kobieta była bita lub poniżana psychicznie(albo oba na raz) przez lata. Ale kobieta trwała w tym chorym związku. Jakie były argumenty? "Bo go kocham", "bo obiecał, że się zmieni", "bo powiedział, że to ostatni raz". A to wcale nie był ostatni raz. Ja wiem, że kobieta potrzebuje czułości i bliskości, ale czy warto się męczyć dla paru chwil przyjemności? Po co ciągnąć coś, co daje tylko iluzję szczęścia? A faceci bezwzględnie to wykorzystują. Tą kobiecą naiwność.

A może po prostu to strach przed samotnością? Ewentualnie też samobiczowanie w stylu: "nie zasługuję na nikogo lepszego". Po co marnować sobie życie z frajerem, który ma Cię w dupie? Co on o Tobie wie? Zainteresował się kiedykolwiek? A być może za rogiem czeka ktoś lepszy. Bo lepsi faceci też istnieją. Tylko nikt na nich uwagi nie zwraca. Być może prawdziwa miłość istnieje, tylko kobiety za wcześnie się poddają i biorą to, co akurat jest pod ręką. Nie chcą czekać.

Lepsze są już chyba małżeństwa z rozsądku, kiedy kobieta wiąże się z facetem, którego nie kocha, ale wie, że da jej ciepło i bezpieczeństwo i nigdy nie skrzywdzi. Tylko czasami na myślenie jest trochę za późno.

Może się mylę. Może przesadzam. Może meandry kobiecej logiki są dla mnie zbyt skomplikowane. Ale wiele już widziałem. Zresztą, co może wiedzieć o związkach facet, który nigdy w żadnym nie był? Pewnie niewiele. Może nie znam się na związkach, ale znam się na facetach. Jestem jednym z nich.

wtorek, 17 lutego 2009
Po bardzo długiej nieobecności...

Po długiej nieobecności powróciłem z nowym wpisem. Tylko, że w sumie u mnie się niewiele zmieniło. Zaniedbałem blog, bo zainteresowałem się grą internetową, Plemiona, która mnie do reszty wciągnęła. Też można ciekawych ludzi poznać. A tutaj, z tego co widzę, większość moich ulubionych blogów powoli przestaje istnieć. Każdy zajęty własnymi nie ma czasu pisać. Ja właśnie kończę piąty rok ekonomii i zajmuję mnie pisanie pracy magisterskiej. Czy będzie następny wpis? Pewnie tak. Kiedy? Tego nie wiem nikt.

czwartek, 07 sierpnia 2008
Apatia?

Ostatnimi czasy nie mam najlepszego humoru. Pracy nie mogę znaleźć, nic mi się nie chce. Snuję się po domu jak duch. Przemykam od pokoju do pokoju. Jak w tej reklamie antydepresantów z szarym tłem. Tylko, że mi tabletki nie potrzebne. Potrzebna mi praca i wyjście do ludzi, a nikt nie chce przyjąć studenta. Nawet KFC. Wprawdzie nie sprawdzałem jeszcze w supermarketach, ale od takiej pracy bronię się rękami i nogami. Najgorsza z możliwych. Ale któregoś pięknego dnia mogę być zmuszony podjąć tam pracę. I to mnie martwi. Są jeszcze inne zmartwienia, ale to już temat na inną notkę.

piątek, 01 sierpnia 2008
Dzisiaj bez tytułu.

Jak widać żyję i mam się dobrze. No prawie dobrze... Przez cały lipiec szukałem normalnej pracy, ale nigdzie mnie nie chcieli. Teraz szukam jakiejkolwiek i też mnie nie chcą. Omijam supermarkety i pracę w ochronie, ale chyba tam skończę z braku laku. Ja po prostu wolałbym nie pracować. No cóż, lekarstwa na lenistwo jeszcze nie wynaleziono.

Od dziewczyn słyszę, że jestem miły. I chyba przestanę być miły, bo mi to bokiem wychodzi. Każda chce porozmawiać, bo ja wysłucham. A czasami mi się nie chcę. Czasami mam swoje problemy. Tylko, że ja swoich nie wystawiam na światło. Sam sobie radzę.

Odkryłem też, że jestem wybitnie aspołeczny. Nie lubię ludzi, nie lubię towarzystwa. Najchętniej przebywam sam ze sobą. Może mi to utrudnić przyszłą pracę, ale jakoś się tym nie przejmuję. Potrafię udawać. W tym cała moja nadzieja.



środa, 18 czerwca 2008
Dziwny jest ten świat...

Czasami mam wrażenie, że nie jestem z tego świata. Mam 23 lata i jestem leniwy jak niewiadomo kto. Koleżanki i koledzy zakładają rodziny, robią sobie dzieci. Ja wręcz przeciwnie. Taka wizja mnie odstrasza. Do pracy nie idę, bo mi się nie chce. Kończę studia i nie mam pomysłu na życie. Nie wiem co będę robił. W jakim wieku się dojrzewa i dochodzi do wniosku, że najważniejsze są pieniądze i robienie dzieci? Bo mój wiek jest jakiś przesunięty...

poniedziałek, 02 czerwca 2008
Życie rodzinne...

Praktycznie codziennie mam konflikt z którymś z rodziców. Raz z jednym, raz z drugim. Myślałem, że to może moja wina, ale oni ze sobą też się kłócą co jakiś czas, więc myślę, że to jest moja wina, ale po części też to sprawa atmosfery. To trochę toksyczna jest. A ja powoli staję się aspołeczny. c.d.n.

poniedziałek, 31 marca 2008
Siła reklamy.

Widzieliście nową reklamę jakiejś nowej coli? Chłopak mówi, że zamienił kumpli na dziewczynę. To musiała wymyśleć tylko i wyłącznie kobieta :). Jaki facet zamienia kumpli na dziewczynę? Przecież to nielogiczne. Ta reklama zraziła mnie do tego produktu już na starcie. A nie o to chyba chodziło firmie :) Następnym razem zastanowią się nad treścią :)

poniedziałek, 24 marca 2008
Tańczący z kobietami.

Jestem otoczony przez kobiety. Lubię ich towarzystwo, a one moje. Czasami wyjdzie mi jakiś żart, czasami coś na poważnie. Wprawdzie na szminkach czy podkładach się nie znam, ale zawsze się jakiś temat znajdzie. Nigdy nie związałem się jednak z żadną na dłużej. Powodów jest kilka. Te, które mnie interesowały zwykle nie były mną zainteresowane lub nie miałem na tyle chęci (a może odwagi, samozaparcia. Ciężko powiedzieć...) żeby stworzyć z tego coś więcej. A może, jak to mówią jestem niedojrzały? Tak uważają na przykład moi rodzice, ale oni zwykle widzą mnie wygłupiającego się w domu z bratem, więc co innego mogą myśleć? Najlepszy przyjaciel próbował mi znaleźć jakąś dziewczynę, bo sam już miał i mu się mnie żal zrobiło, ale zrezygnował po kilku rozmowach ze mną. Może za bardzo lubię wolność? A może to tylko wymówka? Może...

poniedziałek, 17 marca 2008
Przedstawienie się w kilku słowach.

Próbowałem się zdefiniować w kilku słowach. Wyszła mi taka kompilacja: liberał, ateista, hedonista, optymista. Dziwna kombinacja. Ale lepszej nie będzie.

piątek, 14 marca 2008
Przygoda z organizacjami studenckimi.

Znalazłem w internecie informację, że studenckie forum Bisness Center Club organizuje rekrutację. No to wysłałem im swoją kandydaturę. Nawet odpowiedzieli. Ale nie mogliśmy się zgrać co do terminu, bo rekrutacja trwała tylko do piątku. To zaprosili mnie na jesień. Nie to nie. Będą jeszcze żałować swojej decyzji. I tak skończyła się moja przygoda z organizacjami studenckimi. Była krótka a treściwa. A tak chciałem :) Mniej więcej tak samo wygląda moje poszukiwanie pracy. Jest po prostu różowo.

niedziela, 24 lutego 2008
Wady...

Zdawanie sobie z czegoś sprawy to pierwszy krok do pokonania tego. Zdałem sobie sprawę, że jestem ofermą. Skończonym ofermą. No dobra, może nie wielkim ofermą, ale mam tendencje do ofermowania (takie słowo to chyba nawet nie istenieje).

Jest takie zdanie, które wypowiadają małe dzieci, kiedy są dumne z rodziców. "Jak dorosnę, chcę być taki jak mój tata". Ja też. Może czas dorosnąć i być taki jak mój ojciec? Może nie w całości, nawet nie w połowie. Tylko ta przebojowość. Umiejętność radzenia sobie w życiu. Jakby go wyrzucili z żyletką na bezludnej wyspie to też by sobie poradził.

Jak dorosnę, chcę być jak mój tata. Tylko kiedy to będzie?

poniedziałek, 11 lutego 2008
Ważne pytania...

Dzisiaj dostałem jedno z ważnych pytań, jakie zadają rodzice. Moja rodzicielka zapytała mnie: "Dlaczego nie spotykasz się z kolegami i koleżankami z roku?". Ciekawe pytanie. Też zacząłem się nad tym zastanawiać. Doszedłem do kilku wniosków.

Po pierwsze: nie chcę mi się, bo jestem leniem

Po drugie: bardzo dobrze czuję się w swoim towarzystwie i nie potrzeba mi wielu osób

Po trzecie: czasami chodzę... no dobra ostatnio rzadko

Po czwarte: nikt mnie nie zaprasza, a samemu nie chcę mi się wychodzić z inicjatywą, bo jestem leniwy.

I nie prawdą jest, że nigdzie nie wychodzę. Sobota jest zarezerwowana na piłkę nożną, w którą gram bez względu na pogodę i kontuzje. A w ciągu tygodnia wychodzę z najlepszym przyjacielem na mecze piłki nożnej albo koszykówki (tym razem oglądać). I mi po prostu wiele więcej nie jest potrzebne.

A ostatnio jak miałem większą ochotę na przebywanie z ludźmi, to założyłem sobie konto na cafegazeta i już miałem z kim pogadać. Co ja bym zrobił bez tego internetu... Pewnie wyszedłbym z domu...

sobota, 02 lutego 2008
Kolejna sobota

Dzisiaj kolejna sobota. I znowu poszedłem oczywiście grać. Zabandażowałem obie kostki, ale jak na początku dostałem po lewej to i tak bolała do końca. Kurde, co ja bym zrobił bez nóg? Przecież ja na sobotę czekam przez cały tydzień. Musiałbym chyba leżeć w łóżku z 40 stopniami gorączki żeby nie iść. Taka mała obsesja.

Hormony znowu dają o sobie znać. Mam coraz większą ochotę na przebywanie z innymi ludźmi. Próbowałem zastąpić to gumą, ale się nie pali :) To przejdzie. A może mi się po prostu nudzi?

czwartek, 31 stycznia 2008
Poznasz sierotę po bandażach.

2 tygodnie temu beztrosko schodząc po schodach skręciłem prawą kostkę. Zwijałem się z bólu przez 5 minut. 2 pierwsze dni poważnie bolało. Musiałem odpuścić sobie piłkę nożną na tydzień. W drugim tygodniu już nie wytrzymałem. Nie bolało mnie już, ale wolałem tą kostkę oszczędzać, więc zawinąłem ją w bandaż elastyczny. Mały ból był czasami, ale dało się wytrzymać. Wszystko było dobrze aż do momentu kiedy przy robieniu zwrotu za bardzo chyba docisnąłem lewą nogę. I coś mi w niej strzeliło. Przez pierwsze 2 dni bolało jak cholera. Teraz już praktycznie przestało. Tylko czasami. Na wszelki wypadek zawijam ją w bandaż elastyczny. Prawą zresztą też. Teraz mam dwie kostki zabandażowane. I dalej ciągnie mnie do piłki...

poniedziałek, 28 stycznia 2008
Jakby rząd nie wiedział...

I zaczęła się w kraju fala strajków. Będzie teraz już tylko gorzej. Każdy związek pracowników publicznych będzie chciał podwyżki. Nie pamiętam jak to się nazywa, ale to jest jak lawina. Kiedy ulegnie się jednemu, następni też będą chcieli podwyżek. Trzeba było lekarzy w kamasze i po problemie. Teraz cały kraj zostanie sparaliżowany. Jestem za prywatyzacją wszystkiego co się da. Jak najszybciej. Może wtedy będzie w końcu lepiej. Może...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17